PROSZĘ CZEKAĆ                   PROSZĘ CZEKAĆ              PROSZĘ CZEKAĆ               PROSZĘ CZEKAĆ

Fotos: 

 

INTRYGA I MIŁOŚĆ KABALE UND LIEBE 

Friedrich Schiller

 

Deutsches Nationaltheater in Weimar
premiera 19.03.05
czas trwania 2:30 h, 1 przerwa

 

reżyseria: Grażyna Kania

scenografia: Vinzenz Gertler

kostiumy: Elina Schnizler

muzyka: Laurent Simonetti †

dramaturgia: Guido Neubert i Johannes Stein

 

obsada:

BENJAMIN PUCH Ferdinand von Walter, INA PIONTEK Luise Miller, JÖRG WIESBACH President von Walter, ALEXANDER TESLA Wurm, DETLEF HEINTZE Miller, ELKE WIEDITZ Millerowa, SOPHIA HARRISON Lady Millford, STEFAN WEY Marszałek dworu von Kalb

 

PRASA

FOYER, maj 2005

Nowe szaty klasyki

Anna Schiller

(...) Tak jest w tekście i tak samo na scenie, chociaż historia rozgrywa się nie w salonach, a na pustej scenie wyściełanej tysiącem białych balonów. To symbol rzeczywistości, w jakiej brodzą, którą depczą, przez którą przedzierają się lub nad którą unoszą się aktorzy w strojach współczesnych. Strój zaś dyktuje im dzisiejszy sposób bycia. Scenografia Vinzenza Gertlera w trafnym poetyckim skrócie ujmuje przestrzeń życia osób dramatu, od lirycznych scen między kochankami, po zaciekłą walkę o władzę, walkę, która depcze i niszczy to, co najszlachetniejsze. Luizę rewelacyjnie gra Ina Piontek. Jest plastyczna, wdzięczna, liryczna, bezbronna, silna miłością i prawdą, spontaniczna. Między nią a pozostałymi postaciami leży przepaść. Lady Milford, zimna kochanka Księcia, w koktajlowej sukni, Wurm - klasyczny typ zawistnego urzędnika, Prezydent - zadowolony z siebie, brutalny cynik w średnim wieku, ojciec Luizy Miller - pajacowaty muzyk, pretensjonalna Pani Miller, postaci sprzed dwóch wieków, a przecież podobne, spotyka się i dzisiaj. Wszystkie służą tutaj idealistycznej myśli i przesłaniu Schillera, człowiek powinien dążyć do prawdy i dobra.

„Intrygę i miłość" wystawiono na 200-lecie śmierci Schillera w Teatrze Narodowym w Weimarze. Reżyserowała Grażyna Kania, Polka wykształcona w Niemczech.

A więc w kraju, który własną klasykę i tradycje teatralną traktuje z pietyzmem, któremu Pan Bóg powiedział, że w mieście ma być kościół i teatr. Premiera Kani została przyjęta przez Niemców długimi oklaskami, widać starszych nie raziła nowoczesna forma, młodszych nie nudziło wielosłowie dramatu, zresztą rozsądnie skróconego przez reżysera. Dzięki zachowaniu przez reżysera równowagi między starym i nowym, do wszystkich dotarło coś ze starej sztuki Schillera. ,,Intryga i miłość" w nowych szatach w Weimarze nie okazała się naga. Sens ocalał, bo wystrzegając się anachronizmu nie starano się schlebiać tej najbardziej powierzchownej warstwie współczesności.

 

THÜRINGER ALLGEMEINE ZEITUNG, 21.03.2005

Schiller-Maszyna

Weimar: Grażyna Kania pokazuje przekonująco jak funkcjonuje „Intryga i miłość“ 

Henryk Goldberg (tłum. Grażyna Kania)

(...) Idą prosto na siebie do muzyki jak z pozytywki. (...) Później jest masa białych balonów, jak piękne bańki mydlane. I maszyna zaczyna się obracać i nikt jej nie powstrzyma. (...) Grażyna Kania pokazuje w weimarskim Deutsches Nationaltheater maszynę i jej mechanizmy. (...) Scenografia Vinzenza Gertlera jest biała i pusta, jasna i blada, właściwe tło dla klarownego przedstawienia, napięcie wybija się tu z analitycznej jasności. (...) Grażyna Kania stara się nieco wyrównać dramaturgię znaczeń. Nieszczęsny kamerdyner został całkiem skreślony, wiele sytuacji ujęto w cytat. (...) Tu prawie nie ma miłości, która nas porusza, jest za to zdziwienie, jak świetnie naoliwiona jest ta maszyna. Zespół aktorski wydaje się być w tak dobrej kondycji jak tego nie było od dawna: Jeśli maszyneria teatralna jest tak dobrze nasmarowana, nikt nie wydaje się zgrzytać. (...) Oczywiście kochankowie nie mają tu łatwo, ponieważ są raczej środkiem niż celem. Ina Piontek jest od początku silna, zupełnie pozbawiona sentymentalności. Od początku jest przygotowana na tragiczny koniec, ona też jest figurką z karuzeli, której pozycja jest z góry wyznaczona. W ten sposób znajduje ona swój punkt kulminacyjny w scenie z Sekretarzem Wurmem, kiedy on dyktuje jej list, którego nie pisze, tylko znosi w cierpieniu. Gdy wciąż domaga się aby nie przestawał dyktować, ze świadomością śmierci w głosie, gdy zdejmuje powoli sukienkę i już spogląda śmierci w oczy, wpatrzona przed siebie, oddalając się od rzeczywistości, jak zwierzę ofiarne – w tym momencie wieczór osiąga szczytów. Ferdinand, Marca Benjamina Pucha, nie jest gorąco kochającym młodzieńcem, jest postacią, która czyni to, co czynić musi, więzień samego siebie, jest współsprawcą. Kiedy dowiaduje się, że ma poślubić Lady wykrzywia się jak w ataku pląsawicy, krzyczy, jakby chciał zacytować całe długie echo tej postaci od 1784. To dziecięco naiwna przekora, jej obliczalność jest warunkiem wszystkiego. (...) Klarowna, dopracowana inscenizacja, duży zysk dla teatru. 

 

THÜRINGER ALLGEMEINE ZEITUNG, 30.04.11    

Weimarska "Intryga i miłość” okazała się długotrwałym sukcesem

Michael Helbing 

Z wyjątkiem trzech, żaden z aktorów premierowych „Intrygi i miłości” Schillera nie gra już na scenie DNT. Sztuka jest jednak sukcesem i dlatego, oraz z pobudek finansowych, wciąż jest w repertuarze z wielokrotnymi zastępstwami. Jednak tego lata ma być ostateczny koniec, po 163 przedstawieniach.

Weimar. Ściany szarej scenografii Vinzenza Gertlera są wyraźnie podniszczone. Są pokryte patyną inscenizacji, „która w międzyczasie nazwała bym dziełem młodości”, jak mówi reżyserka. Grażyna Kania właśnie skończyła 40 lat. „Powoli jestem zbyt stara na to przedstawienie”, tak uważa. Mimo to spędziła w Berlinie żyjąca Polka w lutym ni epo raz pierwszy tydzień w Weimarze aby znowu zająć się t produkcją. 

Od ostatniego wznowienia „Intryga i miłość” do premiery w marcu 2005 roku była ona grana 58 razy w repertuarze Nationaltheater. Co prawda od tamtego czasu zespół zmienił się w dużym stopniu. Od lat kłująca w oczy wysoka fluktuacja w zespole aktorskim w DNT dała się we znaki. 

W międzyczasie Przedstawienie doświadcza w rolach, że tak powiem trzeciej generacji: Po Inie Piontek i Kika Schmitz gra teraz Stefanie Rösner rolę Luizy Miller, po Alexandrze Tesla i Thomasie Braungardt przyszedł Christian Ehrich jako Sekretarz Wurm, Bernd Lange nastąpił po Stefanie Weyu i Paulu Enke jako marszałek dworu von Kalb, Xenia Noetzelmann przejęła Lady Milford od Sophii Harrison i Eve Kolb. Markus Fennert, po Jürgu Wisbach, jest dopiero drugim Prezydentem von Walter. Jedynie miejski muzykant Miller (Detlef Heintze) obok małżonki (Elke Wieditz) są tymi samymi twarzami jak i syn prezydenta Ferdynand, Marc Ben Puch, chociaż i on od pięciu lat nie należy do zespołu DNT. 

(…) Nasza gazeta nazwała inscenizaję po premierze „ zyskiem dla teatru”. I tak też było. Możnaby z dozą ironii że tak powiem powiedzieć, przedstawienie było w prasie w większości chwalone i mimo to było sukcesem kasowym. Nie jest to jedynie sprawa autora – „Intryga i miłość” widziała w Weimarze inne inscenizacje Schillera, które przychodziły i odchodziły: "Maria Stuart" Stephan Märki osiągnęła 23 przedstawienia, "Zbójcy" Felixa Ensslina 29, "Don Carlos" (też Ensslin) 13, "Fiesco zu Genua" Wolfganga Engela 10. W tym gronie "Intryga i miłość" uzurpuje sobie jako tekst w dowcipnym, żwawym weimarskim wariancie rodzaj masowej kompatybilności. Dodatkowo w naszych czasach dobrze się czyta emancypacyjna interpretacja: Grażyna Kania wyreżyserowała tą sztukę zgodnie z pierwotnym tytułem, "Luiza Millerówna"; postawiła tytułową postać w centrum uwagi i pozwoliła jej na koniec świadomie wybrać śmierć. 

"To już nie miłość, jest tym, co nas porusza", pisał Henryk Goldberg o premierze, " to zadziwienie, jak świetnie naoliwiona jest ta maszyna." Oraz: "Kiedy maszyna teatralna jest tak dobrze nasmarowana, wtedy zespół nie trzeszczy jak piasek w przekładni” W rzeczy samej: zdumiewające, że dla tego przedstawienia nie miało prawie żadnego znaczenia, kto właśnie grał – mimo indywidualności i różnych możliwości aktorów – a widziałem je w różnych obsadach. (...)

                                                                                                                                        

THÜRINGER LANDESZEITUNG, 21. 03. 2005

Młodzi buntują się przeciwko sztywnym konwencjom 

„Intryga i miłość“ w Weimarze: radykalnie, poetycko, współcześnie.

LEIPZIGER VOLKSZEITUNG, 23.03.2005

Przyjdź, słodka śmierci – z Schillerem 

Thomas Bickelhaupt (tłum. Grażyna Kania)

(od tłumacza: recenzja ukazała się dwukrotnie pod różnymi tytułami w dwóch różnych gazetach)

 (...) Grażyna Kania jednocześnie oparła się na tym dosyć wydawałoby się staromodnym tekście oraz odświeżyła go językowo. Akcentuje w swojej reżyserii nie tyle konflikt między arystokracją i mieszczaństwem, co raczej indywidualną historię miłosną Luizy i Ferdynanda. Podczas gdy syn prezydenta widzi w szantażu ojca szansę na swoją miłość, córce miejskiego muzykanta dosyć szybko staje się jasne, że ostatecznie tylko śmierć jest wyjściem z narzuconego losu. 

Pokreślenie tego stanowiska w postaci Luizy daje inscenizacji dodatkowy wymiar, którego religijny aspekt powinien być interesujący nie tylko dla germanistycznego liceum. Na scenie rozwijają się tymczasem ludzkie namiętności w morzu dmuchanych balonów, dzieki którym początkowe momenty szczęścia obojga kochanków są wciaż obecne. Przy tym reżyserka nie boi się ani współczesnego słownictwa, ani komedii, ani slapsticku (...)

                                                                                                                                       

OSTTHÜRINGER ZEITUNG, 21. 03. 2005

Wieczór ojców

Sabine Wagner (tłum. Grażyna Kania)

(...) Z wiarygodną i zróżnicowaną grą aktorską rozgrywają (ojcowie, Detlef Heinze i Jörg Wisbach) ich całkiem osobistą walkę, której granice stanowe dawno ją rozstrzygnęły i podczas której na koniec zwycięży intryga nad miłością. Ze stoicką pewnością knuje von Walter swoje ambitne plany, które tak samo są skazane na klęskę, jak nadzieje Millera na szczęście swojej córki. Scena gdy Heinze, drżąc na całym ciele, w swojej bezsilnej wściekłości i rozpaczy, miota prezydentowi w twarz  „Wasza Łaskawość“, należy do wielkich scen tego wieczoru. (...)  

 

DRAMAZONE, 03. 2005

Już Nena* miała słabość do balonów

Sascha Förster 

(...)  Zaczyna się wspaniale – jeszcze chodzi o uczucia, za którymi w trakcie wieczoru będziemy coraz bardziej tęsknić – Ferdynand i Luiza podchodzą do siebie, aby potem tańczyć w oszołomieniu ich miłości. Akompaniuje temu fantastyczna muzyka Laurenta Simonettiego, którą skomponował specjalnie do tego przedstawienia. (...)

Reżyserka wstawił kochających i ich problemy w zimną, surową, geometryczną scenografię Vinzenza Gertlera – w swojej klarowności i zimnie perfekcyjnie pokazującą, że nie ma tu miejsca na uczucia. Jest tylko jedna sprawa, która tu rządzi, intryga. Ważny temat, który pozostanie tak długo aktualny, jak długo będzie istniał człowiek. Ale trochę miejsca dla miłości jednak tu jest, co widać w morzu balonów. Symbolizują one wolność, być wolnym jak powietrze, jak ptaki, wzlatujące. Aktorzy muszą w nich brnąć – tym, którzy budują Intrygę, nie przychodzi to łatwo; drudzy, kochający, prawie szybują przez te bańki mydlane. Ale te bańki muszą pozostać na podłodze, nie mogą unosić się w powietrzu, wszystkie te marzenia to piana, nie mogą stać się rzeczywistością. Miłość Ferdinanda i Luizy nie jest spod dobrej gwiazdy. Pani Kania prawie całkowicie rezygnuje z różnicy stanowej, która doprowadza tę miłość do upadku, chodzi raczej o zawiść, zazdrość w społeczeństwie. Człowiek jest jedynie maszyną, nie ma miejsca na emocje. Kiedy Luiza ma podpisać list do Kalba, robi to bez drgnięcia w twarzy.  Ratować rodziców. Porzucić miłość. Co musi się stać, to musi. Nie ma wyjścia. Nie ma rozwiązania. Żadnego tunelu z korytarza intryg. Tylko od czasu do czasu przebłyskuje temperament. Ferdinand i stary Miller są doprowadzeni przez to wszystko do szaleństwa, tylko w służbie miłości do Luizy. Ale na koniec i oni są tylko zrezygnowane istoty na krążku sceny. Przed oczami Luizy wkrapla Ferdynand truciznę do lemoniady i podaje jej. To się wydarza. Racjonalnie. Nie emocjonalnie. To dla niej jedyne wyjście. A inni się temu przyglądają. (...)

Stephan Märki chce nową artystyczną jakość. Ta inscenizacja ma dać początek. Gratulacje, udało się Panu, Panie Märki!

*popularna zachodnioniemiecka piosenkarka niemiecka w latach 80-90

** kierunek muzyczny w zachodnich Niemczech w latach 80-90

 
 
 
 
 
 
 
Liebesmotiv 3 - Laurent Simonetti
00:00 / 00:00

Aufzeichnung: